W tym budynku spędziłem mnóstwo czasu (w latach 60.). Z kolegą przeszukiwaliśmy strych, gdzie można było znaleźć mnóstwo ciekawych rzeczy - stare monety, banknoty, malowidła i inne. Był to bardzo tajemniczy budynek. Po zmroku na wszelki wypadek tam nie wchodziliśmy (nie, żeby zaraz się bać, o nie, tak tylko na wszelki wypadek...)
Gdzie to wszystko się potem podziało nie mam pojęcia.
Przez pewien czas funkcjonował tu nawet warsztat pszczelarski (mój tato wpadł w manię pszczelarstwa, która mu jednak dość szybko przeszła gdyż dojeżdżanie co kilka dni z Lublina w tamtych czasach nie było wcale proste). Pamiętam jak służyłem do napędzania wirówki, a do wiaderek lał się słodziutki miodek. Po takich czynnościach wyglądałem jednak jak potwór z bagien - cały spuchnięty od tych wrednych żądeł.
Wspomnień mnóstwo.
Jak to fajnie, że nawet taki praktycznie nieznany budynek stał się obiektem zagadki. Sosenko, dzięki wielkie.
